Nagłówek

Nagłówek

Ruszam ze sklepem

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lampy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lampy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 marca 2014

Lampa drewniana z perełkami

Mniej więcej dwa lata temu kupiłam kawał drewna. 
Nie miałam konkretnego pomysłu na nie, ale zauroczyło mnie ilością "wypustek".
Pan w sklepie sugerował, że ten kawałek byłby idealny na stojącą lampę, ale akurat Panna Migotka była malutka i ostrzyła zęby na wszystkim, co się dało, więc coś, co stało na podłodze - odpadało ;-)
Potem przed Migotką tak dobrze schowaliśmy ten kawał drewna,
że... zapomnieliśmy o nim. 
Czasem sobie przypominałam o nim, wyciągałam, oglądałam, przymierzałam się i chowałam.
Ale tuż przed Bożym Narodzeniem spadł klosz z lampy w przedpokoju. 
Pomyślałam, że to znak, nie będę już niczego szukała w sklepach, 
tylko wreszcie zrealizuję swój pomysł - wielokrotnie się zmieniający ;-)

 Tu lampa prawie skończona, ale jeszcze nie powieszona. 
Musi oświetlić dość duży przedpokój, więc nie chciałam niczym przykrywać żarówki, 
a tylko odwrócić od niej uwagę. 
Więc wykorzystałam drut, umieściłam na nim nieregularnie perełki - podoba mi się ten kontrast delikatnego koralika z pniem.
A samo drewno miejscami przetarłam białą farbą.



A tak wygląda w przedpokoju, wisi nad drzwiami:



I zapalona:
 

Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam nadal na CANDY.

piątek, 22 marca 2013

Klimaty wielkanocne

Za oknem sypie śnieg. 
Nie pamiętam takiej zimowej Wielkanocy. 
Wiem, że to dopiero za tydzień i za ten tydzień może nawet będzie w Polsce lato ;-)
Klimaty wielkanocne postanowiłam w tym roku wprowadzić wcześniej niż zwykle. 
Do tej pory dopiero w Wielką Sobotę wieszaliśmy pisanki, ale teraz jestem tak spragniona tej wiosny i świąt, że już nie mogłam dłużej czekać!

Tradycyjnie przyozdobiłam lampę w dużym pokoju. 
Pomalowałam całe mnóstwo drewnianych serduszek na zielono i ozdobiłam je w różowe paseczki, kropeczki i kwiatki. Chciałam tej zieleni mieć jak najwięcej.  W serduszkach mężu wywiercił dziurki i doczepiliśmy do nich zielone druciki - pomyślałam, że tak będzie łatwiej je powiesić.
Obok serduszko, które dostałam od rodziców (to największe) 
i ptaszek kupiony rok temu w Home&You.





Pisanki w tym roku powędrowały na okno, powiesiłam je po prostu na nitkach.


A na parapecie w sypialni pisanki leżą w "gniazdku" splecionym z gałązek.


No i czekamy na Wielkanoc ;-) 
Sprzątając, gotując itd ;-)

Pozdrawiam! :-)


niedziela, 26 sierpnia 2012

Lampa - samolocik dla Aleksandra

Uwielbiam Aleksandra! To synek mojej siostry. 
Niesamowity rozrabiaka, zawsze uśmiechnięty :-) Psoci patrząc prosto w oczy ;-)
Śmieję się, że Aleksandra dostałam w prezencie, bo urodził się w moje urodziny :-)

Niedawno mieliśmy kolejną okazję "prezentową": imieniny Olka. Cóż można kupić dwulatkowi, który wszystko ma? Kolejny samochodzik? rower? klocki? Wymyśliłam, że zrobimy Aleksandrowi lampę na sufit. Olinek akurat "dostał" swój pokój, który aż się prosił o jakiś "dzieciowy" element. 

Prace nad lampą były o tyle skomplikowane, że nasze życie przeniosło się zupełnie na działkę i tam też jest teraz "warsztat" męża. Bardzo prowizoryczny, zazwyczaj jak jest potrzebne jakieś narzędzie to okazuje się, że AKURAT jest w domu w Łodzi :-(
 Przywiozłam wielgaśną sklejkę: 120 x 90 mm. I proszę, jak na życzenie: deszczowy dzień, który jakoś trzeba było spędzić ;-) Najpierw wymyśliłam lampę w kształcie autka, ale potem pomyślałam, że na sufit lepszy będzie samolocik! Narysowałam, mężu wyciął, razem z Olgą wyszlifowali brzegi a potem malowanie. Wszystko na werandzie, deszcz walący w dach i jakoś tak zimno. 
Do tego grill kopcący na werandzie, znajomi i grzaniec ;-) Fajnie było ;-)
A efekt?


Lampa już wisi w pokoju Olinka. 
Wygląda chyba fajnie :-)
Mam nadzieję, że Olinek ma teraz odlotowe sny ;-)
 

wtorek, 3 kwietnia 2012

Wielkanocnie kolorowo :-) i jeszcze o lampach :-)

W końcu i mnie udzielił się nastrój świąteczny :-)
Zaglądam do Was, wszędzie pisanki, kurczaczki, zające... 
A za oknem jeszcze wczoraj śnieg :-(

Co roku tradycyjnie z Oliną produkujemy pisanki, w tym roku też powstały - zielone, z barankami. Pisanki wieszałyśmy potem na zielonych gałązkach stojących w wazonie. W ubiegłym roku wisiały na lampie w dużym pokoju, po prostu na tasiemkach. W tym roku poprosiłam męża żeby przyniósł gałęzie, zrobiłam z nich dwa "wianuszki" i pomalowałam białą i turkusową farbą. Jeden podwiesiłam w dużym pokoju pod lampą, a drugi - mniejszy - u Oliny nad łóżkiem.

Zostało mi kilka fragmentów deseczek, których używałam do zegarów. Z nich postanowiłam wyciąć nieregularne budki dla ptaszków - ich kształt był w większości podyktowany kształtem listewki. Daszki są z kawałków drewna, które miałam wyrzucić. Nawet wykorzystałam wykałaczki :-)
Potem szybkie malowanie, klejenie i gotowe!







  
 W pokoju Olinki wygląda to tak: 
Stroik wisi nad jej łóżkiem (mam nadzieję, że nie spadnie jej na głowę ;-)). Powiesiłam oprócz pisanek filcowe kwiatki i ptaszki, które robiłyśmy w ubiegłym roku.





Tak spodobały mi się te domeczki dla ptaszków, że kupiłam listewkę i chcę jeszcze kilka zrobić przed świętami :-)

No i skoro jestem już przy pokoju Olinki: kiedyś obiecałam, że pokażę Wam lampy, które zrobiliśmy. Ta na suficie powstała jako pierwsza. Jest bardzo duża, ma prawie metr średnicy. Kiedyś była pomarańczowa, jej kolor pasował do koloru ścian. Po przemalowaniu pokoju, pomalowałam ją na kolor owoców leśnych ;-) tak samo jak starą szafę i ramę okienną.


Po jakimś czasie zaczęło mi brakować światła przy łóżku do wieczornego czytania. I znów chodzenie po sklepach, lampki, które mi się podobały nie były na energooszczędne żarówki (mam fioła na tym punkcie ;-)). Już prawie jedną kupowałam, ale bez przekonania. W końcu mnie olśniło: przecież można kupić mniejszy plafon i zrobić lampę na tej samej zasadzie co na suficie! Wymyśliłam sobie, że kabelek musi być zielony, bo to będzie łodyżka. Szukając kabelka zostałam wyśmiana w kilku sklepach, (też sobie wymyśliłam!) ale w końcu kupiliśmy! Nie udało mi się niestety dostać włącznika zielonego :-(

 
Powiem Wam, że uwielbiam pokój Oliny! - jak nie ma tam za dużego dzieciowego bałaganu ;-)

Życzę Wam pięknych Świąt! :-)

PS. Coś się dziś działo, nie mogłam powstawiać zdjęć, więc je zmniejszałam i zmniejszałam, bo myślałam, że ich wielkość jest problemem :-( Efekt widać... :-(



środa, 28 grudnia 2011

Lampa czyli moja fascynacja drewnem omotanym drutem ;-)

Od czego się zaczęło? Od wielu wędrówek po sklepach w poszukiwaniu lampy, która fajnie wyglądałaby w blokach, tzn. nie chciałam by była wisząca, nie mógł być to plafon (bo nie ;-)), musiała być na energooszczędne żarówki (to warunek męża). No i w jakieś przyzwoitej cenie - i nie pamiętam już dokładnie, ale z tym był chyba największy kłopot :-( Mnie po prostu nie podobają się lampy, które kosztują poniżej pięciu stówek, a raczej podobają się jeszcze droższe ;-) Oczywiście nic takiego nie znalazłam.
W końcu zrodził się pomysł, ale na coś zupełnie innego. Na długiej belce biegnącej w poprzek dużego pokoju miały być umieszczone co jakiś czas klosiki. Pojechałam do mojego ulubionego sklepu z dechami i zobaczyłam... kawałek lipowej dechy! Taki nieregularny, z kawałkami kory!!! Drewno głęboko żłobione przez naturę... cudo po prostu! Już nie kupiłam belki, kupiłam ten właśnie kawałek lipy.
Potem szukałam klosików do tej lampy, trudno było mi kupić pięć jednakowych. W końcu znalazłam sklep, gdzie pani najzwyczajniej w świecie sprowadziła mi odpowiednią ich ilość i nie był to dla niej problem.
Przez ten czas zbierałam różne materiały, które miały "zdobić" moją dechę, min. różne spiralki, mniejsze kawałki drewna. Trudno to wszystko opisać, miałam wizję! ;-)
Jak już były klosiki tata wydrążył dziury pod oprawki. Dziś rozmieściłabym te klosiki zupełnie inaczej, może zrobiłabym ich więcej (jeszcze nic straconego!).
Dechę pozłociłam na zasadzie przecierki no i oczywiście owinęłam drutem. I nic więcej. Spiralki, śrubki, które miały się znaleźć na lampie nie były już potrzebne.
Żarówki... hm... miałam kupić mniejsze, żeby nie wystawały tak z klosików, ale zwyczajnie się pomyliłam, wydawało mi się, że te będą ok. Później uznaliśmy, że takie wystające są nawet zabawne i nam nie przeszkadzają :-)
Lampa jest podwieszona na hakach pod sufitem.


Szukałam zdjęć z Wielkanocy, żeby pokazać Wam jak śmiesznie można wykorzystać te druty, ale niestety :-( przepadły... Na święta powiesiłam na nich pisanki na zielonych tasiemkach.  W tym roku zrobię tak samo :-)
Teraz na lampie wisi bombka.


Pozdrawiam Was serdecznie :-)

wtorek, 29 listopada 2011

Pokój Oleśki i bańki ;-)

Dziś pokój Oleśki. Oleśka własnie skończyła 7 lat i poszła do szkoły. Jeszcze przed wakacjami doszłam do wniosku, że może już czas wyciszyć nasze dziecko i czas zmienić kolor ścian na spokojniejszy ;-) Efekt za chwilkę zobaczycie :-)
Mała Olga miała pokoik pomarańczowy, jasną wykładzinę na podłodze a pod sufitem słodkie misie, z którymi naprawdę nie mogła się rozstać. Zgodę na przemalowanie jej pokoju dostałam pod warunkiem, że misiom nic się nie stanie ;-) Plan był prosty, misie zostają, trzeba przemalować pod misiami! Zaplanowałam 3 ściany białe a jedna miała być różowa. Tylko, że misie, które ślicznie wyglądały na pomarańczowej ścianie, źle wyglądały na białej, a już w ogóle tragicznie na różowym fragmencie pokoju :-( Więc pasek z misiami najdelikatniej jak mogliśmy odkleiliśmy :-)
A skąd się wzięły motylki? Pojechałyśmy z Oleśką kupić jakiś ładny "borderek", który połączyłby różowy fragment ściany z białym. To, co podobało się mnie było nie do przyjęcia dla Olgi. To, co podobało się Olinie - ja nie wyobrażałam sobie na ścianie. W końcu wymyśliłam, że może kupimy jakiś szablon i tak ozdobimy ścianę. I znów spięcie: ja wybrałam motyla, Olina różę. W końcu do domu wróciłyśmy z niczym :-(
A ja korzystając z chwilowej nieobecności dziecka sama namalowałam swoje motylki:

A potem jeszcze jeden motylek wylądował nad lusterkiem:
 To są zdjęcia chwilkę po remoncie. Na tym nie skończyłam.

A dziś jeszcze krótka historia baniek, które są w naszej rodzinie... hm... bardzo długo... Nawet kilka razy się przeprowadzały, aż przy którymś remoncie czy też porządkach trafiły do mnie. Mogły jeszcze trafić do kosza na śmieci. Bardzo podobały mi się te szklane kulki, kilka od razu wyjęłam i stały sobie po prostu na parapecie wśród innych barwnych szkiełek. W końcu wymyśliłam coś specjalnie dla nich - pomalowałam, dowiązałam sznureczki i wiszą, i zdobią :-)







Za oknem buro, a takie kolorki cieszą oko :-)))