Zegar dla małej Nataszy, bardzo zaprzyjaźnionej ze swoim kotem
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zegary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zegary. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 15 października 2018
poniedziałek, 17 października 2016
Zegar i pudełko do pokoju małego chłopczyka
Mało mnie tutaj i nie będę kłamać, że w moim życiu nie wiem, co się dzieje.
Po prostu czasem tak jest, że nie można się przełamać,
że człowiek chce, bierze ołówek, ale nie może...
Może potrzebowałam impulsu!
Dostałam zdjęcia powstającego właśnie pokoiku małego Szymka,
z prośbą o zrobienie zegara i pudełka na biurko.
Jedną ze ścian zdobi tapeta z pięknie rozrysowanymi kamieniczkami.
Na zegarze miały również pojawić się kamieniczki w podobnym stylu
oraz ulubiony pies Szymka - Azor.
I księżyc w szlafmycy ;-)
Wszystko w granatach.
Podobnie skrzyneczka: granatowa, z akcentem kamieniczek,
z Azorem i kotem-przytulasem.
I moje ulubione latarenki :-)
Pozdrawiam Was jesiennie, cieplutko!
sobota, 1 lutego 2014
Zegar z kotem i aniołem
Akwarelka z poprzedniego postu była jednym ze szkiców
do tego właśnie zegara, do pokoju małego chłopczyka:

Koty wciąż chodzą mi po głowie, niedługo więc ciąg dalszy.
wtorek, 19 lutego 2013
Zegar z jeżykami
Hej! Co u Was słychać?
Ja z okazji ferii niestety nie odpoczywam...
Więc dziś przedstawiam Wam zegar z jeżykami :-)
Już kiedyś malowałam podobne.
U nas zima wróciła, od rana śnieg sypie i sypie :-(
A w powietrzu już czuło się wiosnę...
Ale już niedługo! :-)
wtorek, 13 listopada 2012
Zegar z aniołem
Dzisiaj prawdziwy trzynasty... :-(
Więc po powrocie z pracy, żeby odreagować, chciałam Wam pokazać nowy zegar.
Już dawno nie było żadnego aniołka. Ten jest taki w moim stylu, do pokoju dziecinnego, ze zwierzaczkami.
Wiem, zdjęcia tragiczne, ale rano jak wybiegam do pracy to jeszcze jest ciemno, a jak wracam to już jest ciemno. A do weekendu jak zawsze za daleko ;-)
Już chyba rok prowadzę bloga i... Renata, dziękuję, że mnie namówiłaś!
Początkowo myślałam, że będę tu tylko i wyłącznie pokazywać swoje prace. Wiecie, taki "zawodowy" blog.
Potem wkradło się tu mnóstwo mojego prywatnego życia.
Ale tak chyba jest, że to, co się robi wynika z całości, nie jest oderwaną częścią.
Ten blog, Wasze ciepłe słowa - mobilizują mnie, żeby stale coś robić!
No i zbieram się do założenia działalności i już bardzo niedługo moje prace będzie można wreszcie kupić ;-)
I będzie można zamówić coś tylko dla siebie, swoich najbliższych, wiecie ... takie prezenty indywidualne :-)
Dziękuję! :-)
poniedziałek, 28 maja 2012
Zegar z pieskami oraz odpowiedź na pytanie, czemu moje psy nie psocą?
Ptaszki już poleciały w świat, ale mam pomysł na następne :-)
Trzeba tylko wybrać się na zakupy i nabyć sklejkę, co w może "troszkę" potrwać ;-)
Jednocześnie z ptaszkami malowałam kolejny zegar.
W zasadzie sam się malował ;-) Czasem koncepcja rodzi się w bólach, ciągle coś mi nie pasuje, a tu tak nie było. Usiadłam do niego i od razu wiedziałam, co ma gdzie być.
A oto fragmenciki:
Malowałam go po kawałku, przysiadałam na godzinkę, podmalowałam pieski, potem kolejny fragment, skończyłam malować po ładnych kilku dniach.
Na moim biurku leży całe mnóstwo karteluszek ze szkicami. Tego ptaszka naszkicowałam sobie wieki temu, ale nigdzie mi nie pasował i wreszcie znalazło się dla niego miejsce!
Chwaliłam niedawno moje psiaki białasy, że takie spokojne są. Otóż ten stan trwa nadal...
Wydawało mi się, że wpadłam z czego to wynika.
W maju postanowiłam, że czas coś z sobą zrobić w związku z:
1. "po zimie",
2. w związku z moją kondycją - no cóż, siedząc przed komputerem raczej jej nie nabywam,
3. w związku ze swoim wiekiem - w piątek kolejny roczek stuknął, za chwilkę jak się będę budzić i coś nie będzie boleć to będzie znak, że nie żyję... - tak twierdzi mój podnoszący mnie na duchu mężu ;-)
No i... zaczęłam biegać. Do tej pory współczułam wszystkim "biegaczom", męczyłam się już patrząc na nich... I nagle okazało się, że to nie jest takie straszne jak mi się wydawało :-) Wstaję codziennie o 6.00 i "obiegam" park. Raz zdarzyło mi się nie pójść i nie mogłam sobie miejsca znaleźć :-)
A teraz wracam do psów i ich nie-psocenia. Na początku moje psy chętnie chodziły ze mną. Po kilku dniach zaczęły kombinować: wchodziliśmy do parku i nagle okazywało się, że mają mnóstwo swoich spraw do załatwienia. W związku z tym zamiast biegać, próbowałam się doliczyć mojego stadka, które ukrywało się przede mną w krzakach. Po jakimś czasie Michael z Maszą uznali, że oni tak rano nie wstają ;-) Michael nawet nie podnosił głowy, tak mocno "spał", a Masza na wszelki wypadek chowała się pod łóżko. Została mi Migotka jeszcze. Akurat jej poranne bieganie się przydało - niezły z niej pulpecik! Ale dziś Migotka zeszła na dół, zobaczyła, że kieruję się w stronę parku i ... zawróciła...
Zero wsparci po prostu... :-(
Do tej pory myślałam, że nie psocą, bo są wybiegane... Ale to jednak nie to... Czyżby jednak wydoroślały???
środa, 16 maja 2012
Zegar z konikiem
Przedstawiam Wam kolejny zegar.
Kiedyś namalowałam w tym stylu "portrecik" Bianki i Jagódki, potem namalowałam moją Olgę na koniku.
Wiem, że ten motyw bardzo Wam się podobał, pomyślałam więc, że teraz namaluję taki zegar.
Tak naprawdę temat ten pasuje każdej dziewczynce ;-) Jest taki wdzięczny. Myślę, że przedstawia marzenia każdej małej księżniczki.
Jak byłam małą dziewczynką to najbardziej marzyłam, żeby mieć słonia...
Wyobrażałam sobie, że jadę na tym słoniu do szkoły i wszystkie dzieci tak bardzo, bardzo mi zazdroszczą! :-)
To były czasy... Teraz człowiek ma takie przyziemne te marzenia... ;-)
PS. Moje dziecko uległo wczoraj drobnemu "wypadkowi". Nie będę Wam opisywać szczegółów, wyglądało groźnie. Biegła z zawiązanymi oczami i rozbiła się o ścianę. Skończyło się w szpitalu.
Właśnie się śmialiśmy, że dziewczynka na tym zegarze też ma zamknięte oczy... Mam nadzieję, że konik nie wpadnie na ścianę ;-)
PS. Moje dziecko uległo wczoraj drobnemu "wypadkowi". Nie będę Wam opisywać szczegółów, wyglądało groźnie. Biegła z zawiązanymi oczami i rozbiła się o ścianę. Skończyło się w szpitalu.
Właśnie się śmialiśmy, że dziewczynka na tym zegarze też ma zamknięte oczy... Mam nadzieję, że konik nie wpadnie na ścianę ;-)
niedziela, 13 maja 2012
Zegar z jamnikiem i królikami
Ten zegar powstał jeszcze zimą, ale obiecałam, że nie pokażę go aż do dzisiejszego dnia.
Dopiero dziś Julka dostała go w prezencie. Więc już mogę się nim pochwalić :-)
Julka ma uroczą jamniczkę (taką właśnie jak na zegarze) i królika.
Królik miał być początkowo jeden, ale troszkę zaszalałam ;-)
Królik prawy - mój ulubiony :-)
Dostałam kilka zdjęć pokoju Julki, aby dobrać kolorystykę. Fioletowy kolor wydawał mi się idealny.
W sumie na tym zdjęciu kolor jest najbardziej zbliżony do tego w rzeczywistości:
W sumie na tym zdjęciu kolor jest najbardziej zbliżony do tego w rzeczywistości:
Na ścianach u Julki pojawia się też motyw motyli, który powtórzyłam na zegarze, dodatkowo motylki stanowią akcent rozjaśniający i rozweselający ;-)
Długi weekend przeleniuchowałam, a teraz nie ma dnia, żebym na chwilkę nie usiadła z pędzelkiem albo chociaż ołówkiem. Kończę kolejny zegar, już za chwilkę go Wam pokażę. No i na stole mam jeszcze jedną rzecz, o tym też niedługo... ;-) Ja jak zwykle: dziesięć rzeczy zaczętych, dwadzieścia w planach, nie mam kiedy usiąść i dokończyć. Do tego połowa szkiców, które ostatnio wykonałam gdzieś zaginęła na moim biurku ;-) A ja mam pretensję, że moja Olinka ma bałagan na biurku! Ja mam większy, ciekawe, kiedy ona to zauważy ;-)
Wpadłam na pomysł, że nabędę sekretarzyk, tam przynajmniej bałagan da się szybko zakryć ;-)
A moje psy po tygodniu spędzonym na działce wróciły odmienione - żeby nie zapeszyć ;-) W tym tygodniu nie przeczytały żadnej książki, nie wywlokły ani razu papieru toaletowego z ubikacji, nie zjadły żadnego ekspresu, nie rozpruły żadnej poduszki, nie dobierały się też do szafy z butami... hmmm...
Dziękuję, że do mnie zaglądacie i zostawiacie tak miłe komentarze! :-)
Czytam je zawsze po kilka razy :-)
Pozdrawiam!
środa, 28 marca 2012
Dla małego wielbiciela Gwiezdnych Wojen
No i mam nowy zegar :-)
Mam też zakaz pokazywania go naszemu chrześniakowi - Markowi ;-) Żeby nie chciał takiego samego ;-)
No cóż... ja wielbicielką Gwiezdnych Wojen nie jestem, raczej
wspomnienia z tym filmem mam średnie :-) I gdy kolega spytał mnie, czy
nie namalowałabym zegara z gwiezdnymi to... musiałam mieć niezłą minę,
bo zaraz dodał, żebym się zastanowiła, bo może wpadnę na jakiś pomysł i
nie muszę tak od razu dawać odpowiedzi... Najpierw panika, bo przecież
ja nie maluję takich rzeczy! Potem podpowiedź, że może by tak robociki z
gwiezdnych... Był to jakiś pomysł: C3PO i R2D2, na granatowym tle...
mogło być fajne! Albo AT-AT! Usiadłam do kompa i zaczęłam oglądać... Nie, nie i
nie... Za dużo szczegółów, trudno by było namalować tymi farbami... Co
by tu innego? I tu wkroczył mężu, wielbiciel fantastyki, nie wiem ile
razy widział wszystkie części Gwiezdnych i posypały się propozycje: może Lord
Vader, albo Darth Maul? Ale to musiało być coś malarskiego! Po wielu
minutach (żeby nie rzec, że godzinach) spędzonych na oglądaniu różnych postaci padło na Yodę!
Zabierałam się jak kot do jeża, zaczęłam od głowy, żeby jak najszybciej wiedzieć, czy się uda ;-)
Potem to już była tylko zabawa ;-)
No i założenie mechanizmu. Kupiłam złote wskazówki do tego zegara, srebrne wydawały mi się "za zimne", a czarne zginęłyby na granatowym tle. Okazało się jednak, że złote wskazówki wyglądają fajnie póki nie znajdą się na tle płaszcza, tam są zupełnie niewidoczne. Przemalowałam więc je na czerwono :-)
No i namalowałam! Sama w to nie wierzę ;-)
Cały czas mam problem z robieniem zdjęć zegarom. Nie mogę znaleźć sposobu, żeby były kwadratowe i dobrze oświetlone :-( Ale nauczę się, obiecuję!
Cały czas mam problem z robieniem zdjęć zegarom. Nie mogę znaleźć sposobu, żeby były kwadratowe i dobrze oświetlone :-( Ale nauczę się, obiecuję!
niedziela, 25 marca 2012
Zegar dla Julii - turkusowy Saturn
Historia tego zegara sięga... prawie wakacji. Niezupełnie samego zegara, bardziej koloru. Siedziałyśmy sobie z Julią na działce i kombinowałyśmy, że może by tu mały remoncik kuchni zrobić... Wkrótce wybierałyśmy kafelki, płyty na meble, kolor ścian. Uczestniczyłam w tym wszystkim osobiście ;-) Ale głos decydujący należał oczywiście do Julii, która wynalazła w sklepie piękne turkusowe kafle. Cudeńko. I do nich dopasowałyśmy resztę. Powiem Wam, ze jak zobaczyłam skończoną kuchnię to po prostu dech mi zaparło! Warto było!
Remont ciągnął się dłuuuuugo, ale remonty zawsze trwają za długo. W międzyczasie zaczęłam robić swoje zegary. I któregoś dnia Julia spytała, czy zrobiłabym taki zegar do jej kuchni, bo ściana taka pusta... A zegar w kuchni zawsze jest potrzebny. Dostałam kawałek kafelka, żeby idealnie dobrać kolor. Myślałam, że kolor dobiorę sama, drogą prób i błędów, bawiąc się kolorami. Ale w swoich eksperymentach skłaniałam się bardziej ku niebieskiemu. W końcu poszłam z kafelkiem do sklepu, spojrzałam na wzornik kolorków i proszę: idealny odcień!
Jeden wieczór i baza była gotowa...
I znów na miesiąc wszystko odłożyłam, bo zaangażowałam się w inne projekty :-(
W końcu doszłam do wniosku, że nadszedł już czas żeby dokończyć "dzieło". Wiedziałam, że Julii podobał się poprzedni turkusowy zegar, ale chciała mieć też druciane elementy.
Nabiłam sporo gwoździ, żeby rzucały fajne cienie. Potem doszłam do wniosku, że troszkę odwracają uwagę od elementów wyznaczających godziny, więc "godzinki" zostawiłam srebrne, resztę pomalowałam na turkusowo.
No i zabawa z drutem. Powiem Wam, że kiedy zaczynam go "motać" to zazwyczaj nie wiem, jak to się skończy, często nawinę go, potem zdejmuję i zaczynam od nowa. Tu też tak było.

Mężu stwierdził, że ten zegar to turkusowy Saturn, bo ma pierścienie ;-)
Mnie kojarzy się się jeszcze z jakimś kwiatem, może różą - drut tworzy płatki ;-)
No cóż, mnie pogoda pokrzyżowała plany, więc dziś zamiast działkować napisałam pościk ;-)
środa, 21 marca 2012
Wreszcie zegar różowy :-)
Pisałam Wam ostatnio jak przymierzałam się do różowego zegara i nic z tego nie wyszło ;-)
Wyzwanie podjęłam kolejny raz. I dużo nie kombinowałam ;-) Zegar miał być słodki, nie przeładowany. Rozjaśniałam tylko w trakcie tło, bo na początku pomalowałam intensywnym różowym kolorem, potem zdecydowałam, że jednak ma być bardziej pastelowo.
I oto wiosenna wróżka :-)
Bardzo podobają mi się jej skrzydełka :-)
Myślę, że zegar będzie super wyglądał w jakimś różowym pokoiku :-)
Małe dziewczynki lubią i wróżki i taką kolorystykę :-)
W międzyczasie zrobiłam też zegar, którego nie mogę Wam jeszcze pokazać, dopiero w maju :-(
A na stole ... drugi "dorosły" zegar. W zasadzie to w tej chwili na podłodze ;-) Zwykle lubię coś zacząć i od razu skończyć, a nie tak ciągle odkładać...Ten odkładam od miesiąca :-( Mężu właśnie wykonał męską część robót okazując swoje niezadowolenie, bo odciągnęłam go od nowej gry ;-) Premiera bardzo niedługo ;-)
Moja zimowa deprecha minęła, bo zaczął się sezon działkowy!!! Weekendy spędzam wreszcie w moim najukochańszym miejscu na świecie, na działce!!! I jak mówi moja Olina: Mama kopie kopie, ryje ryje :-) Czekałam na to całą zimę!
Więc wiosennie pozdrawiam Was!
I biorę się do pracy!
wtorek, 6 marca 2012
Zegar z królewną
Sama z siebie się śmieję :-) Kilka dni temu nie mogłam usiedzieć w pracy... Byłam na popołudnie
z kimś umówiona i nawet myślałam sobie, że fajnie by było, żeby to spotkanie zostało odwołane, bo... no właśnie... od samego rana myślałam o zegarze. O takim zegarze dla dziewczynki, do różowego pokoju. W głowie miałam już całą wizję tego zegara! Miała być księżniczka z klatką w dłoni. Miała być na różowym tle. Miała mieć rude włosy, żeby kolory tak fajnie grały! Nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie usiądę z pędzelkiem w dłoni i przeniosę to wszystko na deskę!
No i widzicie, co wyszło. Owszem, zaczęłam malować zgodnie z planem. Tło różowe, włosy pomarańczowe. I cyferki żółte też ładnie wyglądały na tym różowym tle. Ale coś mi nie grało. Zaczęłam malować sukienkę i... za chwilkę przemalowałam całą górę tradycyjnie na nocne niebo :-( I tyle wyszło z różowego zegara...
Niemniej jest to zegar jak najbardziej do dziewczyńskiego pokoiku, dla małej królewny ;-)
Śmieję się z jeszcze jednej rzeczy: ostatnio napisałam, że nie będę już malować kotów ;-) I co?
I jest kot! Bo jakżeby księżniczka mogła być bez kota! ;-)
Ale wiecie co, mam pomysł na ten różowy zegar!
* * *
A w ogóle powinnam zacząć od czegoś innego. Pandzioszka, dziękuję ślicznie za wyróżnienie!
W blogowym świecie jestem od niedawna i bardzo mnie cieszy, że komuś się podoba to, co robię!
Dziękuję! :-) :-) :-)
No i zaczynam:
a więc jedną z zasad dla osóbki otrzymującej wyróżnienie jest
opisanie swojego dzieła z którego jest się najbardziej dumnym ...
Słuchajcie, cały dzień nad tym myślałam... Wiem, że może to nieskromnie zabrzmi, ale nie mogę się zdecydować ;-) Jestem dumna strasznie z mojego czerwonego zegara... I z turkusowego z gwoździami... I z zegara z aniołkiem, bo był pierwszy, wypieszczony! Co nie znaczy, że inne nie są wypieszczone ;-)
A z akwarelek... teraz jestem bardzo dumna z obrazka dla Oli i dla Bianki i Jagódki ;-)
No nie potrafię wybrać jednej rzeczy!
One wszystkie mnie bardzo cieszą!
Wyróżnienie przyznajemy osobom z blogów, które mają do 200 obserwatorów
...
http://gosiaw-prace.blogspot.com/ - dla Gosi za piękne grafiki!
http://pracownia-kasi.blogspot.com/ - Nie wiem ilu Kasia ma obserwatorów, nie chcę oszukiwać, nie mogę się doszukać ;-) Dla Kasi za całokształt, za wszystkie cudeńka, które robi!
http://mazanka-irysowyogrod.blogspot.com/ - tu lubię oglądać anioły, a ostatnio zachwyciły mnie ciastkowe ptaszęta
to mój ukochany blog, jak tu zaglądam to czuję się taka maleńka! - http://pracowniazinnejbajki.blogspot.com/
http://gosia-szg.blogspot.com/ - tu lubię sobie poczytać i wiem od razu, że jestem normalną mamą ;-)
Kolejność była dowolna :-)
Pozdrawiam Was!
środa, 29 lutego 2012
Nowy dziecięcy zegar
Uwielbiam w rysunku krzywe domki, miasteczka i często wracam do tego tematu. Teraz jeszcze na topie są koty, ale ten temat zaczyna mi się chwilowo "przejadać". Niemniej jednak powstał jeszcze zegar łączący i domki i koty. Cały czas pracuję nad zarzutem, że moje prace są tylko dla dziewczynek i udało mi się chyba wreszcie stworzyć coś dla chłopca ;-) Ale dla dziewczynki również może być :-)
Środek zegar wyszedł taki świetlisty, niesamowicie słoneczny, energetyczny. I wesoły :-)
Fajnie się go teraz malowało, za oknem plucha, niby jeszcze zima - niby już wiosna, a na moim stole żywe kolory!

Naszło mnie teraz na zegary, w głowie już mam zarys do zegara dla Księżniczki, na stole przyciętą dechę do dawno obiecanego turkusowego zegara do kuchni - tylko wciąż czasu brak!
Wiosna chyba blisko... nasz duży pies (w odróżnieniu od małych-białych) postanowił zupełnie nagle i w tempie super-ekspres wylinieć. Znak: zaraz będzie ciepło! Zajęło mu to mniej więcej tydzień. Był to niezwykle trudny czas dla nas i naszego odkurzacza ;-) Niemniej z wyglądu chudszy o jakieś 3 kilo pies (myślę, że tyle tych kłaków zostało na naszych podłogach) ogłosił wiosnę!
Nawet małe-białe chętnie chodzą znów do parku na spacery...
No to do wiosny! :-)
niedziela, 12 lutego 2012
Koty dla Bartka, zegar dla Marka ;-)
Kilka ostatnich popołudni spędziłam nad zegarem dla Marka i Bartka.
3 letni Bartuś jest wielkim wielbicielem naszego kota.
Kocurnięty ze spokojem znosi pieszczoty Bartkowe :-)
Marek, który właśnie skończył 8 lat, stwierdził ostatnio, że przydałby mu się już w pokoju zegar.
Połączyłam więc "potrzebę" Marka z miłością Bartka i namalowałam na zegarze koty - Bartuś ma już naszego rudego Milaka u siebie w pokoju ;-) A Marek ma zegar :-)
Tym razem zegar powstał na kwadracie ze sklejki.
Do tej pory malowałam na krążkach, niestety nie zdążyłam ich odebrać w terminie
i ... spłonęły :-(
Nie było już czasu na wycinanie kolejnych kółek, a w sumie jestem zadowolona z zegara na kwadracie.
Przepraszam - wiem, że zdjęcia są fatalne, robione w nocy.
W dzień nie zdążyłam, bo zegar już się zapakował i pojechał.
Próba zrobienia zdjęcia.
W naszym domu nic bez nich się nie dzieje :-)
Od razu wiadomo, kto tu jest najważniejszy ;-) Tym razem nie koty!
Pozdrawiam i wracam do akwarelek :-)
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Zegary dwa
Weekend miałam niezwykle pracowity. W wolnych chwilach między domowym bieganiem chciałam zrobić wreszcie coś dla siebie... A w zasadzie nie dla mnie ;-)
Już dawno mój mąż przyciął kolejny kawałek dechy - dwa kawałki. Chodziłam koło nich, miałam mnóstwo pomysłów, co z nich zrobić, ale nie chciałam malować dopóki nie zostały z tyłu wycięte otwory pod mechanizmy do zegara. Nie mogliśmy dostać nigdzie frezu, który spełniałby oczekiwania mojego męża ;-))) No i w końcu udało się! Powstał na specjalne zamówienie i został wykonany w tempie super-ekspres - Dziękuję Andrzej! Bez tego chyba wszystko ległoby w gruzach, nie powstałby żaden więcej zegar.
No i prace ruszyły:
Pierwszy turkusowy, zaczęłam malować go do kuchni mojej koleżanki. Ale trafi w zupełnie inne ręce. Mam nadzieję, że się spodoba... Ja miałam niesamowitą frajdę robiąc go. Najpierw długo bujałam się przed regałami ze śrubkami, gwoździkami i tym podobnymi cudami, żeby to potem powbijać, powkręcać i na różne sposoby przymocować do dechy ;-) Niesamowicie podoba mi się efekt jaki uzyskałam, ta gra cieni, wystarczy go tylko odpowiednio oświetlić!
A oto efekt końcowy. Zegar miał być turkusowo - srebrny, złote śrubki miały być początkowo przemalowane wraz ze wskazówkami, ale okazało się, że całość gra i fajnie wygląda :-)
W międzyczasie powstawał zegar dla najważniejszych dla mnie osób - moich rodziców.
Wiedziałam, że podobał im się pomysł z wystającymi deszczułkami. Wiedziałam, że powinien być w kolorze mahoniowym. I nie powinien być za duży. Miał pasować do konkretnego pomieszczenia i w konkretne miejsce. Przyznaję, że miał to być dodatek do prezentu na Dzień Babci i Dziadka, ale nie zdążyłam na czas :-( Więc teraz musiałam go szybciutko zrobić.
Nie mogłam poradzić sobie z kolorem. Przemalowywałam go kilka razy, wieszałam na ścianie, żeby obejrzeć i znów trafiał na stół.
Dopiero, gdy uzyskałam taki efekt, jak widać na zdjęciu niżej, dałam spokój :-)
"Domotałam" (czy jest takie słowo?) mój ulubiony drut i już :-))))
Pozdrawiam! :-)
czwartek, 12 stycznia 2012
W kocim świecie...
Mrrr... chociaż u naszego kota to raczej grrr... ;-)
Pamiętam jak dziś dzień, kiedy go przywiozłam do domu, chociaż było to już 9 lat temu... Małą rudą kuleczkę o złotych oczach... Przeraził naszego coliaka :-) Nasz kocurnięty uwielbia dużego psa! Niestety bez większej wzajemności :-( Za to kota uwielbiają nasze maltanki, które śpią z nim, wylizują mu uszy i chętnie jadałyby z nim z jednej miski... Z kotem też urządzają gonitwy, polują na niego, ale często z racji przewagi wagowej on poluje na nie.
Gdy Olina była malutka sypiał często razem z nią w łóżeczku :-) Pewnie niejedna mama złapała się za głowę - nigdy nie bałam się, że może zrobić jakąś krzywdę dziecku :-)
Dziś ta kulka waży ponad 8 kilo, jest wiecznie głodna, a rano robi głośne awantury o mleko :-) Ale naprawdę jest super kotem, może z racji przebywania z psami takim psim, niezłośliwym, niepsocącym... I takim wdzięcznym obiektem do fotografowania! I rysowania... Zresztą w ogóle koty są niezwykle inspirującymi stworzeniami!
Zrobiłam kolejny dziecięcy zegar dla kociarzy ;-) Siedziałam nad nim ... trochę... Ciągle coś mi nie pasowało, przemalowywałam, domalowywałam. Początkowo na zegarze miał być też piesek, którego w końcu zastąpił kolejny kot. No i wszędobylskie myszy ;-) Teraz bardzo mi się podoba!
Przepraszam od razu za zdjęcia, wiem, nie są najlepsze, ale nie chciałam już czekać na odpowiednie światło do weekendu, pozostało więc sztuczne oświetlenie...
Oczywiście kot uczestniczy we wszystkich wydarzeniach w naszym domu!
No i namalowałam też dwa kocie obrazki, takie walentynkowe przytulaski :-)
No to mrrr ... grrrr.... i do zobaczenia! :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































